Zaufany pracodawca - 10 lat na rynku
58 728 29 49
Zgłoś się Teraz

Opowiadanie: Opieka na rozdrożach

– To znaczy? –  zapytała oburzona. – Co to znaczy?

– To znaczy, że nie jest już pani potrzebna. – Wzruszył ramionami. – Przykro mi. Nasza firma idzie do przodu. My idziemy do przodu. Nie potrzebujemy już… – zastanowił się przez dłuższą chwilę – …tego, co tam pani robiła z tymi komputerami.

– Księgowej? Nie potrzebujecie księgowej? – Beata obruszyła się jeszcze bardziej słysząc słowa swojego wąsatego przełożonego. – Naprawdę?

– Nie potrzebujemy czterech księgowych… – Jej szef zaczął nerwowo gryźć długopis, udając jednocześnie, że nieustannie nad czymś myśli. To jednak nie wychodziło mu zbyt dobrze. Tak myślenie, jak i udawanie. – To chciałem powiedzieć. Zwłaszcza że…

– A Anita? – przerwała mu niemal natychmiast. –  Przecież dopiero co zaczęła. To dziecko ma raptem 27 lat, w czym jest lepsza ode mnie?

– To naprawdę nic osobistego – powiedział, wyraźnie ważąc swe słowa, wykładając w myślenie niemało wysiłku. – Nasz zespół potrzebuje młodych. Pani Anita może wnieść wiele nowego do firmy.

– Tak, nie wątpię – westchnęła, dodając od siebie. – Na przykład atuty w staniku.

– Co takiego?

– Nic – odparła, szybko zmieniając temat. – Co teraz?

– Dobre pytanie. – Odetchnął z niekrytą ulgą, wyjmując długopis ze swoich sztucznie wybielonych zębów. – W zasadzie opcje są jak zawsze dwie. Zostaje pani najbliższe dwa miesiące. Potem pożegnanie czy coś takiego. Tort, radość, szczęście albo coś w tym stylu. Co tam w sumie pani chce albo…

– Albo?

– Mój  ojciec. – Wskazał na obraz przedstawiający grubego człowieka o trzech podbródkach, znajdujący się tuż za nim. – Cudowny, wspaniały i przede wszystkim konkretny człowiek, który prowadził tę firmę długo, długo przede mną, mówił że nie ma sensu zostawać tam, gdzie nas nie potrzebują, tylko, wie pani, iść do przodu? Więc… Hm… – Sugestywnie machnął ręką w kierunku drzwi. – Jak to mówią po francusku, auf Wiedersehen.

– To  niemiecki.

– Jak zwał tak zwał. Ważne, że się rozumiemy. – Wzruszył ramionami. – Wtedy szuka sobie pani czegoś innego, jak to mówią millenialsi, przebranżawia się pani, o, to mądre słowo. Szuka sobie pani wtedy młodego, dynamicznego zespołu, i jest pani szczęśliwa. – Raz jeszcze zerknął na nią. –  No. Dynamicznego.

– Muszę pomyśleć.

– Oczywiście. Zachęcam jednak do opcji numer dwa. To co. Jutro? Jutro pani odpowie? –  Oparł swe łapy na biurku, okręcając się bardziej w jej stronę. – Jutro brzmi dobrze.

– Brzmi.

Obróciła się na pięcie i wyszła, nie widząc więcej sensu w prowadzeniu tej rozmowy. Co się stało nie mogło się już tak po prostu odstać. Upewniła się tylko, że odpowiednio mocno trzasnęła za sobą drzwiami.

– Dupek.

Powiedziała do siebie. Wiedziała jednak, że nie zmieniło to absolutnie niczego. Potrzebna jej była praca, najlepiej praca od zaraz. Nie były to już jednak lata dziewięćdziesiąte, a ona nie miała trzydziestu czterech lat. O dobre zarobki nie jest łatwo, zwłaszcza w jej wieku. Pięćdziesiąt pięć to ładna liczba, o ile nie mówimy o latach. Wychodząc z budynku, nie mogła przestać o tym myśleć. O pracy i o wieku. O wieku i o pracy.

– Gazetkę?

Jej myśli przerwał głos człowieka nazbyt radosnego jak na pracę, którą wykonywał. Ale jako że w żaden sposób nie był winien temu co się stało, kiwnęła jedynie znacząco głową i wzięła jedną z gazetek. W końcu były za darmo i nawet jeśli nie zawierały zbyt znaczącej treści to nie szkodziły też nikomu. Szybko zresztą również wspomniany kawałek papieru okazał się niezwykle przydatny, jako że kolejny autobus zmierzający w stronę jej domu przyjechać miał za długie, ciągnące się dwadzieścia minut. Inspirujący artykuł o niczym, planowane inwestycje w mieście zaczynające się od koszy na śmieci, reklama, reklama, kolejna reklama, recenzja filmu, którego nigdy nie obejrzy i ogłoszenia o pracę. To ostatnie nawet ciekawe, zwłaszcza w jej sytuacji.

– Magazyn, magazyn, infolinia, infolinia, infolinia, infolinia, o, obsługa klienta, ale… na infolinii… –  zaczęła czytać na głos – infolinia, infolinia… o.

Spojrzała w dół. Ostatnie ogłoszenie było inne niż pozostałe. Było bardziej sprecyzowane, po niemiecku (nawet jeśli z licznymi błędami), i, co najciekawsze, z góry mówiło o konkretnych pieniądzach. Nie bzdury w stylu „zarobki zależne od zaangażowania”:

 

BETREUERIN DES 95 JAHRE ALTEN HERRN IN BERLIN VOM 25.11.2018

BESCHREIBUNG:

Der Patient hat Parkinson und leichte Mobilitätsprobleme. 

WOHNORT:

Villa mit zwei Etagen. Dachgeschoss für die Betreuerin mit Küche und Bad.

ZUSÄTZLICHE INFORMATIONEN:

Der Patient spricht über Literatur, Kunst und Theater gerne.

Gehalt: 1.500 EUR PRO MONAT

 

Nigdy nie opiekowała się nikim, ale znała niemiecki. Była gotowa wyjechać, bo nie trzymało ją tu nic. Mąż? Często poza krajem. Dzieci? Studia, każde w innym mieście. Być może to było jakieś wyjście?

Dodaj komentarz

[callme]